sobota, 24 sierpnia 2013

Ahoj Mazury

Pełna obaw jak to będzie, czy podołam, czy mi się spodoba…. wyruszyłam z rodzinką tego lata na Mazury pod żagle… w klimatyczne urokliwe osobliwości mazurskiego jeziora Niegocin. 

Uprzedzona przez kilku znajomych, że jest ciężko, że małe dziecko to nie da rady, nie wytrzyma, że trzeba mieć oczy dookoła głowy aby je przypilnować, że się będzie nudzić, że komary, że sam Mąż to nie da rady…. itp.itd……

Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują….

Matka odnalazła się może nie od samego początku, bo musiała przywyknąć ale nie było tak źle….

Niezbyt komfortowe warunki, spanie w ciasnych kajutach, deptanie sobie po nogach, uważanie co by Ci się kawa z kubka nie wylała, nie wspominając o radzeniu sobie z codzienną toaletą….
ale też
wiatr we włosach, pozdrawianie żeglarzy, obcowanie z naturą, wspaniałe widoki, uśmiech na twarzach córek…. wrażenia bezcenne
To Ci dopiero przygoda….

Dzięki starszej córce przypomniałam sobie między innymi jak się gra w makao :)
Jako nastolatka często z koleżeństwem grywaliśmy w karty, fajne czasy ech…

Wika mianowana przez Rodziciela Pierwszym Oficerem świetnie dawała sobie radę na pokładzie.
Byłam z niej naprawdę dumna, zdecydowanie częściej muszę jej to okazywać.

Wytrzymaliśmy całe 10 dni i jak na pierwszy raz uważam to za sukces ….



Były to dla nas pierwsze tego typu wakacje, zupełnie inne niż dotychczas, 
wyjątkowe i niezapomniane. Taki rodzaj wypoczynku na łonie natury bardzo nam się spodobał i na pewno nie był to nasz ostatni raz.
Poniżej dość obszerna galeryjka :-)


 





































Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza